W nocy nudy nie ma. Możemy wysłuchać wszystkich dyskotek między Rozewiem a Stilo. Według GPS zbieramy grzyby w okolicach Dębek, oraz zwiedzamy obwód Kaliningradzki. Pozdrawiamy serdecznie naszych rosyjskich sąsiadów – иди на хуй!
Wschód słońca odbywa się za gigantyczną chmurą. Wiec widoków nie ma. Ciekawe czy to też ich robota?
Chwilę poźniej zaczyna się ławica słupska i trochę rzuca. Ale za to widać jak stawiają pierwszy wiatrak.
Koło 16:00 przylatują do nas goście. Pierwszy ląduje bez problemu na bramce. Drugi ewidentnie walczy z wiatrem. Prawie wpycha go w fale. Dopiero przy 4 podejściu ląduje na grocie i ześlizguje się na bom. Gołębie. Z balkonu bym pogoniła, ale na morzu panują inne zasady. Każde życie jest ważne. Po 30 minutach podejmujemy lekkie ryzyko. Szczególnie, że widać, że nasi goście walczą ze snem. Najpierw łapię delikatnie tego z bramki i przenoszę pod szprycbudę. Potem tego z bomu. Dostają wodę. Odpoczywają.
Nad ranem jedzą twaróg i ryż. I nadal srają za ploterem. Tłumaczę, że po lewej Dania, Bornholm, dobre miejsce do życia, a po prawej Kåseberga, Szwecja, miejsce też całkiem spoko.Patrzą na nas jakby mówiły, że przecież jest dobrze!
P.S. A tak na poważnie dzwoniliśmy na numery telefonów podane na obrączkach. Nikt nie odbiera…
EDIT: Oddzwonili. Z Gdyni są. Mamy wypuścić przy stałym lądzie.






