Inny kraj, a jakoś tak podobnie. Wysepki, wysepki, wysepki. Miało być 30 mil, a wyszło prawie 60. Po pustkach na Alandach nie przewidzieliśmy, że Szwedzi mogą jeszcze tak tłumnie przebywać na wodzie. W dwóch miejscach zawróciliśmy, bo nie było miejsca. Bardzo się nie przejmowaliśmy, bo każda mila z dnia dzisiejszego skracała nam jutrzejszy przelot. Efekt taki, że stanęliśmy na wyspie Möja. Mimo nazwy jakaś ona nie bardzo moja. Ani tu ładnie, ani brzydko. Albo nam się opatrzyło. Jutro cała doba w morzu. Pchamy się na południe, póki prognoza sprzyja. 🌬️💙




